Budżet partycypacyjny Warszawa 2016

Na Dewajtis staje stare

W niedzielę 7 grudnia obserwowaliśmy razem z ekipą TVN Warszawa [zobacz >>>] sytuację na ul. Dewajtis. Sprawa nielegalnego parkowania i zmasowanego ruchu od pewnego czasu zeszła w naszej witrynie na dalszy plan ustępując przyszłościowym informacjom o projektach połączenia ul. Dewajtis z Wisłostradą i toczącego się w tej sprawie postępowania. Jednak, jak dowodzą dzisiejsze obserwacje, nabrzmiały problem wcale nie zmalał.

Mieszkaniec Bielan zwrócił naszą uwagę na informację gazety.pl o namowach ks. Wojciecha Drozdowicza do wyłączania telewizorów na czas adwentu. Nasz czytelnik dodał, że w przypadku wiernych uczęszczających do kościoła pokamedulskiego znacznie bardziej przydałby się apel o rezygnację z samochodu. W pełni się z tą opinią zgadzamy - co znalazło już odbicie w zeszłorocznym wspólnym apelu do ks. proboszcza [zobacz >>>]. Wtedy przyjął on pozytywnie sugestię [zobacz >>>] i poprosił przed coroczną kulminacją kongestii o dojście na mszę pieszo przyczyniając się w dużym stopniu do zapobieżenia kataklizmowi znanemu z lat ubiegłych [zobacz >>>].

Ks. Drozdowicz na pewno może w kwestii motoryzacji w rezerwacie zdziałać jeszcze więcej.

Przekonuje o tym nie tylko jego niekonwencjonalność i siła przebicia, ale ciekawy przypadek młodej mamy, którą szczera rozmowa z nami skłoniła do wycofania samochodu do Marymonckiej i dojścia pieszo z dzieckiem na ręce. Dziękujemy i wyrażamy szczere uznanie dla klasy i budującej postawy godniej porównania z ewangelicznym wdowim groszem. O ile większą siłę oddziaływania miałyby apele o ekologiczny umiar wypowiedziane z ambony.

Szczególnie w dawnej pustelni mnichów cichych i pokornych, otoczonej reliktem prastarej Puszczy Mazowieckiej - dającej (jak już pisaliśmy) idealną okazję, by apelować do wiernych o ascezę i post od samochodu. Niestety - niewykorzystywaną. Szkoda, że kardynał Lehmann i jego znany apel o rezygnację z samochodu [zobacz >>>] nie znajduje u nas naśladowców. Pokolenie JP2 obecne w Lesie Bielańskim nie zna chyba homilii Jana Pawła II o ciężkim grzechu przeciwko środowisku [zobacz >>>] i należałoby ją upowszechniać. Lokalnych parafian razi nieumiarkowanie przyjezdnych [zobacz >>>] i tolerancja dla takich postaw.

Ale wróćmy do minionej niedzieli.

Rekord ustanowiony dziś przez kierującego tym samochodem na krakowskiej rejestracji postawionym na trawniku u stóp posągu św. Benedykta trudno będzie pobić. Trzeba by w tym celu wjechać co najmniej do kruchty. Niemożliwe?

Proboszcz wiedział, co robi, wieszając ten znak...

Jeden z warszawskich kierowców zapytany, czy nie uważa stawiania samochodu na zakazie za grzech, odrzekł, że ma dwoje dzieci, żonę w ciąży i oboje są biotechnologami. Nie wpadł na to, by podwieźć rodzinę, a potem zaparkować przy Marymonckiej. Ale trzeba go zrozumieć, wyznał, że do tego kościoła uczęszcza "od zawsze".

Nasilenie problemu wynika częściowo z odgrodzenia trawnika w południowej części poniżej skarpy, przez co ubyło miejsc postojowych.

Dla porównania ten sam teren podczas tegorocznej niedzieli palmowej.

I podczas zeszłorocznej. Trudno mieć pretensje do UKSW, że nie chciał dalszej dewastacji trawnika...

Popyt jest tak wielki, że nawet otwarcie wszystkich prakingów na terenie, także tych należących do UKSW i na codzień płatnych, nie przynosi znaczącej poprawy.