Autobus w pizzerii -- to nie wypadek i nie przypadek
Zdj./rys. nr 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 | 11 | 12 | 13 | 14 | 15 | 16 | 17 | 18
Kiedy pokazałem to zdjęcie autobusu między stolikami we Wrocławiu, który jako miasto nie jest taki "NIEDASIĘ" jak np. Warszawa, wyrwali sobie trochę włosów z głowy i zakrzyknęli: "a czy za nim jeździ karetka? Kto zmywa krew z ulic?". Czyli trochę panikowali, a przecież u nich tramwaj gania Szewską, ludzie kicają w poprzek Oławską i nic takiego się nie dzieje. Ale jest coś na rzeczy, u nas koniecznie musiałoby się coś stać. Choćby w wyobraźni drogowców, którzy trwają wprawdzie przy fikcji, że po Warszawie jeździ się 50 km/h, a pieszego chroni prawo i kreski na jezdni, ale nie wyobrażają sobie profesjonalnego kierowcy autobusu czy motorniczego wśród pieszych i rowerzystów. Widać ten typ tak ma.
Wróć do treści artykułu.


