Polak potrafi: Rzeźbienie w kostce
Marcin Jackowski, 2008.08.19
Motto
Jesteśmy ogromnie dumni, że nasza firma została wykonawcą tak ważnego dla stolicy przedsięwzięcia. To dla nas ogromne wyzwanie, ale też i satysfakcja będzie większa z dobrze wykonanego zadania
- prezes Mostostalu SA Jarosław Popiołek o kontrakcie na wykonanie stacji i tuneli metra.
Nie od razu przejazd zbudowano
Od dawna wiadomo, że nad ścieżką rowerową w ciągu ulic Podczaszyńskiego, Perzyńskiego i Rudnickiego wisi jakieś fatum. Nie będziemy tu powielać całej historii opisanej w licznych wcześniejszych materiałach [zobacz >>>] [zobacz >>>] [zobacz >>>] [zobacz >>>] [zobacz >>>] [zobacz >>>].
Tym razem foto-kronika dotyczy najnowszych osiągnięć firm budowlanych wykonujących tunel metra krzyżujący się - jakże pechowo - z ul. Podczaszyńskiego i jej nieszczęsną ścieżką rowerową. Aby sukcesy polskich olimpijczyków nie przesłoniły nam osiągnięć widocznych na co dzień, pokażemy, że Polak nadal potrafi. Chlubnym tradycjom z czasów PRL zanik jak na razie nie grozi. Wprawdzie Stanisław Bareja nie nakręci już o tym nowych filmów, ale sceny żywcem z nich wyjęte można zobaczyć na własne oczy.
wersja 0
Przypomnijmy na początek, jak wyglądał przejazd przez ul. Kasprowicza w kier. zachodnim, zanim "inżynierowie z metrobudowy" wkroczyli do akcji.
Widać niefazowaną kostkę i zgodność przebiegu krawędzi ścieżki po obu stronach. Nazwijmy to wersją 0 (zerową).
Potem przyszły koparki i spychacze, o czym też pisaliśmy [zobacz >>>] [zobacz >>>] [zobacz >>>] [zobacz >>>]
wersja 1 - na szaro
Pierwsze podejście do odtworzenia nawierzchni - zrobione na szaro. Zdziwionych brakiem czerwono-różowych odcieni uspokajamy - to nie jest złudzenie. Ciągu rowerowego tam naprawdę nie ma (czy mówiąc ściślej - nie było w pierwszej wersji). Uspokajamy też, że będzie dalszy ciąg i kolejne wersje ;-)
Widząc, jak bardzo zatarło się oznakowanie P-11 na wschodniej nitce, trudno mieć pretensję do budowniczych, że zapomnieli. I krawężnik ułożyli z rozpędu tak jak widać na tym zdjęciu (kreski wskazują zatarte znaki P-11). Potem musieli go obniżyć.
wersja 2 - na różowo z rowkami
Jednak po wypełnieniu monotonną taflą szarego betonu całej przestrzeni między jezdniami ktoś przypomniał sobie o przejeździe rowerowym.
Wycięto więc w tej tafli pas i wstawiono w niego różową wstęgę z kostki fazowanej.
Po wytyczeniu przejazdu okazało się, że po zachodniej stronie pokrywają się dwie krawędzie, ale przeciwległe.
Ta na zdjęciu po prawej zamiast w swój odpowiednik - trafia dokładnie w dalszą po lewej...
Dlaczego? Jedna z teorii głosi, że popsuł się teodolit. Inna, że zawinił ten, kto niefortunnie ustawił tablicę spychającą i tymczasowy znak (wskazane strzałką) akurat na drodze przejazdu, więc trzeba było je ominąć.
To zresztą nawiązanie do tradycji i wcześniejszych przejawów dobrych praktyk duetu Mostostal & Acciona (wykonującego ten odcinek metra).
Pan kierownik rozpoczynającej się budowy (w kamizelce) na pytanie, dlaczego utrudnia ruch rowerowy, odpowiedział, że przeszkoda stoi poza placem budowy, więc go nie interesuje.
Choć druga wersja stanowiła postęp, nadal odbiegała od ideału. Ewidentne "przekoszenia" postanowiono zniwelować... farbą i oznakowaniem poziomym na jezdni.
Ten zabieg kosmetyczny okazał się jednak nie całkiem skuteczny. Nie wzięto pod uwagę słupków. Na zdjęciu wersji 2 widać wyraźnie, jak mały jest odstęp między prawym pasem znaku P-11 a słupkiem wbitym (też w bardzo przemyślany sposób) prawie w środek ścieżki.