Budżet partycypacyjny Warszawa 2016

Bohaterem poprzedniej części serialu o przystankach półwyspowych był Wiedeń [zobacz >>>]. Dziś popłyniemy z biegiem Dunaju do drugiej z dawnych stolic Austro-Węgierskiej Monarchii. W Budapeszcie również występują przystanki półwyspowe i to w całkiem sporej liczbie.

Półwysep nie jest samotną wyspą

Spacerując ulicami w centrum Budapesztu trudno nie zauważyć efektów zaawansowanego porządkowania parkowania i licznych elementów fizycznego uspokojenia ruchu. Kiedy spojrzymy na mapę śródmieścia Pesztu ograniczonego brzegiem Dunaju, ulicami Róbert Károly körút i Hungária körút (czyli obwodnicą śródmiejską), niemal na każdej z regularnej siatki ulic lokalnych widać strzałkę symbolizującą ruch jednokierunkowy. To pierwszy stopień restrykcji w organizacji ruchu, ale nie ostatni.

Kolejne skrzyżowania podlegają przebudowie do postaci widocznej na zdjęciu. Pasy do parkowania wzdłużnego kończą się kilka metrów od tarczy skrzyżowania poszerzeniami chodnika (znanymi też pod potoczną nazwą ,,uszu myszki miki'' [zobacz >>>]). Dzięki zwężeniom jezdni skraca się czas przejścia przez nią, a ciaśniejsze wyłukowania zmuszają do zwolnienia przy skręcaniu.

Zmianom tym towarzyszy w pionie podniesienie chodnika na przecięciu bocznej ulicy. Tym samym Budapeszt podąża śladem miast Zachodniej Europy, gdzie ta dobra praktyka poprawy wygody i bezpieczeństwa pieszych stała się już standardem. Taki chodnik bardziej przyjazny dla niepełnosprawnych i wózków działa jak próg zmuszając kierowców do zwolnienia podczas skręcania i przecinania chodnika.

Niestety, dla warszawiaka na powyższym zdjęciu tylko nawierzchnia wygląda znajomo (dla pełności - w Budapeszcie kostka bauma to raczej wyjątek). Stolica Polski jak na razie specjalizuje się w uchwalaniu dokumentów i nieprzestrzeganiu zawartych w nich zapisów. Stąd nawet tak elementarny środek poprawy wygody i bezpieczeństwa pieszych jak wyniesiony chodnik to dla nas wciąż zagraniczna egzotyka.

Wprowadzanie przystanków półwyspowych w Budapeszcie nie jest więc dziełem przypadku, lecz jednym z elementów drogowej polityki miasta zmierzającej do poprawy bezpieczeństwa pieszych i dostępności transportu zbiorowego. Warto podkreślić raz jeszcze to, co doskonale ilustrował materiał z Oerlinghausen [zobacz >>>], gdzie zastępowanie zatok peronami nie jest odosobnionym eksperymentem, lecz fragmentem większej, spójnie zarządzanej całości dobrze powiązanym z innymi. Tak wygląda w praktyce całościowe, systemowe podejście do funkcjonalności i jakości publicznej przestrzeni. Aby je uprawiać, trzeba wznieść się ponad dogmat o mitycznej płynności ruchu i dostrzec inne, znacznie istotniejsze kryteria i wyznaczniki. Postawić w centrum człowieka, a nie samochód.

Ale wróćmy do stolicy Węgier.

Półwyspowy Peszt

Oto przystanek Markó utca na Honvéd utca. Linia autobusowa nr 15 na swej trasie przez centrum Budapesztu odwiedza wiele ciekawych miejsc i zatrzymuje się przy kilku przystankach półwyspowych.

Piętnastka przejeżdża np. przez zrewitalizowaną strefę ograniczonego ruchu samochodowego z placem Egyetem i ulicą Raday, gdzie zatrzymuje się przy takim peronie, tuż przed placem Bakáts. Tą swego rodzaju linią turystyczną warto się przejechać w obu kierunkach (trasy biegną inaczej z racji ulic jednokierunkowych), a nawet przejść jej trasę pieszo czy przejechać na rowerze.

Po drodze można napotkać też ruchome słupki chowające się w jezdnię by przepuścić autobus.

Dla Warszawy ta technologia również jest jak dotąd nieosiągalna, więc wskażmy dociekliwym dwa filmy pokazujące jej działanie w omawianym przypadku.

www.youtube.com/watch?v=IOlxvsM2Lng

www.youtube.com/watch?v=BC7FIF_UjTw

Przystanek dobrze harmonizuje ze zrewitalizowanym placem Szervita. Tutaj półwysep nie jest potrzebny, podniesiono jednak krawędź peronu z wiadomych względów. Przyległą ulicą Sándora Petőfiego (po prawej stronie zdjęcia) samochody i autobusy jeżdżą tylko w jednym kierunku, ale widoczny w tle znak zakazu wjazdu...